Wszystkie wolty Quebonafide

Popularność Quebonafide wybiega poza hiphopowe ramy. Znaczącym elementem komercyjnego powodzenia ostatnich albumów były zmiany wizerunku i nieoczywiste akcje promocyjne. Czy obecnie, zapowiadając album „ROMANTIC PSYCHO” Que nie posuwa się za daleko?

Wygrywanie życia

Masowe zainteresowanie dotknęło Kubę po opublikowaniu „Euforii” nagranej razem z Kasią Grzesiek. Singiel wkroczył na radiowe rotacje i pozostał nań przez dłuższy czas. To właśnie tą piosenką Quebo przedstawił się szerokiej, niezwiązanej z hip-hopem publiczności. 15 lipca 2014r. , tj. 5 dni po zaprezentowaniu „Euforii”, światło dzienne ujrzał niezwykle wykręcony, epilepsjogenny (jeśli takie słowo istnieje) klip do „Hype’u”. Środowisko oszalało. Po bardzo dobrzej przyjętej, ale jednak undergroundowej „Eklektyce” z 2013, motywem przewodnim twórczości Kuby stało się „wygrywanie życia” na poziomie, jakiego w polskim rapie nie widziano. Ówczesnym znakiem rozpoznawczym wizerunku Quebonafide były soczewki kontaktowe w różnych kolorach i nietypowe tatuaże. Ten okres w karierze Que można streścić zdaniem: Zarabiamy 6 dych na minutę, jest super. Zwieńczeniem etapu było wydanie „Ezoteryki” w marcu 2015r.

Jak się okazało, prawdziwy rozmach miał dopiero nadejść przy okazji wydania „Egzotyki”. Krążek zawierał kilkanaście utworów okraszonych obrazkami z różnych krańców Ziemi. Brazylia, Indie, RPA, Australia, Japonia, Islandia, Meksyk… To tylko kilka z miejsc, które Quebo odwiedził i poświęcił im numery. Można się czepiać, że koncept potraktowany po macoszemu, dużo stereotypów w tekstach etc. Jednak nie można odmówić całej akcji rozmiaru i nieszablonowości. Albumem „Egzotyka” Quebonafide wskoczył na absolutny top popularności. I nie zamierzał na tym poprzestać.

Mają rozmach…

To, co zadziało się później przebiło skalą jakiekolwiek wydarzenie w historii polskiego rapu. TACONAFIDE, czyli płyta dwóch ówcześnie najchętniej słuchanych artystów znad Wisły. Koncerty nie w klubach, a halach widowiskowych na kilkanaście tysięcy osób. „Tamagochi” z większą liczbą wyświetleń niż niejeden popularny raper uzbiera przez całą karierę (na dzisiaj 80 mln). Afera z bitem do „Kryptowalut” i Taco prowokująco wspominający w jednym z utworów Tony’ego Laneza, którego piosenki miał dotyczyć plagiat. Jedyny komentarz, jaki nasuwa się na myśl, to słowa Stefana Siarzewskiego z „Kilera”

Po ogromnym zamieszaniu związanym z Taconafide, Que znika. Nie publikuje w social mediach, nie udziela się gościnnie w utworach innych artystów. Na początku lutego w serwisach streamingowych pojawia się „Romantic Psycho”, utwór w formie rozmowy z psychoterapeutą, którym okazuje się… Taco Hemingway. Zaskoczenie? Owszem. Jednak cała jatka rozpoczyna się po opublikowaniu „Jesieni”.

W teledysku uderza surowość, a także wizerunek Kuby. Brak tatuaży i strój przypominający zdjęcie z legitymacji studenckiej wzniecają lawinę pytań, na które odpowiedzi szukają wszyscy zainteresowani. Na Facebooku powstała grupa, gdzie słuchacze śledzą kolejne ruchy promocyjne rapera i snują hipotezy. Na Instagramie pojawiają się kolejne relacje, na których Quebo występuje cały czas w tej samej koszulce i bez tatuaży.

Oliwy do ognia uwagi dolewa występ Kuby w Dzień Dobry TVN, gdzie gra zahukanego, przytłoczonego sytuacją chłopca. Wielu osobom sytuacja się nie podoba. Pojawiają się oskarżenia o drwiny z depresji i osób zmagających się z fobią społeczną. Que jest wszędzie. Pojawia się na koncercie Taco na Torwarze, jest gościem audycji Solara w newonce.radio…

Spacer po chmurze absurdu

Rozwój wydarzeń można by opisywać w nieskończoność. Warto oddać Quebonafide, że potrafi skupiać i utrzymywać zainteresowanie, a także, iż posiadł umiejętność polaryzowania publiczności. Niemniej jednak, obiektem zastanowienia pozostaje data ważności takiego rodzaju promocji. Czy wizerunek zwyczajnego chłopaka z Ciechanowa będzie utrzymany do premiery czy tylko do czasu opublikowania następnego numeru z płyty? Jak zagrane będzie odejście i powrót do obecnego statusu życiowego rapera? Pozostaje jedynie śledzić dalszy rozwój wydarzeń. Oby tylko Quebo nie zapędził się w kozi róg, bo wydaje się, że do upadku z tej chmury absurdu wystarczy jeden źle postawiony krok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *