Wróciłaś, Ekstraklaso. Jak Ty wyglądasz?!

Pasjonowanie się Ekstraklasą to jak wpisywanie w rubryce hobby „Samookaleczenia i inne formy znęcania się nad własną duszą i ciałem”.

Poziom piłkarski obniża się co pół roku. Stadiony świecą pustkami. Włodarze klubów są zdani na łaskę kiboli, którzy są w stanie zabrać piłkarzowi koszulkę czy nawet obić twarz. Znamy przypadki, gdy nienachalnie szarmanccy panowie wymuszali zmiany właścicielskie czy trzymali w garści całe przedsiębiorstwa, bo przecież tym w rzeczywistości są (albo przynajmniej tak powinny być postrzegane i zarządzane) piłkarskie kluby. Mimo tych i setki innych przywar, dziesiątki tysięcy osób tydzień w tydzień zasiadają przed telewizorami, by śledzić potyczki polskich drużyn na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W tym momencie należy zadać sobie fundamentalne pytanie ludzkości:

Dlaczego?

Najbardziej oczywisty czynnik to lokalność. Zazwyczaj najbliższa sercu kibica jest drużyna grająca w okolicy. Najprościej utożsamić się z zawodnikami rozgrywającymi mecze w tym samym mieście. Jeśli do tego dołożymy względne, jak na polskie warunki, sukcesy, czyli wieloletnie granie w najwyższej klasie rozgrywek, mamy zapewnione zainteresowanie i sympatię mniejszej, a czasem większej części lokalnej społeczności. Co więcej, nawet jeśli wskutek zniesienia limitu obcokrajowców, liczba (i tak już monstrualna) piłkarzy zza granicy wzrośnie, nadal będzie to POLSKA liga.

Drugi aspekt mający wpływ na zainteresowanie Ekstraklasą, może przyciągać tzw. poszukiwaczy doznań. W tej lidze niczego nie da się przewidzieć. Drużyna walcząca o utrzymanie może wygrać z liderem, by za tydzień dostać łomot od sąsiada w tabeli. Ktoś powie, że to „piękno futbolu”. Nie, to Ekstraklasa.

Trzeci i ostatni z czynników, które chcę wymienić, to sentyment. Tyczy się on osób pamiętających dobre występy polskich drużyn na arenie międzynarodowej, a niekoniecznie zaaferowanych obecną rzeczywistością ligową. Występy Legii w Lidze Mistrzów, przygody Lecha, Wisły Kraków i Legii w Pucharze UEFA, a potem Lidze Europy… Może są nawet tacy, którzy włączają Ekstraklasę ze względu na dawne potyczki śląskich klubów z europejskimi potentatami. Dobrą robotę dla przyciągnięcia takich okazjonalnych kibiców zrobiła TVP, odkupując od Canal+ część praw do transmitowania ligi. Niedzielny fan polskiej piłki pakietu nie wykupi. Jednak jest szansa, że będzie chciał sprawdzić, jak obecnie radzą sobie drużyny, które niegdyś przyniosły nadwiślańskiemu futbolowi powody do dumy. Albo przynajmniej braku wstydu.

Pijany ojciec wraca do domu

Podsumowując, powrót Ekstraklasy wywołuje podobne uczucia co stający w drzwiach domu pijany ojciec. Znów czuje się wstyd, zażenowanie, gniew i wkurw. Zastany obraz chce się wyprzeć ze świadomości. Mimo tego przykrego widoku, podskórnie cieszysz się, że wrócił. Łudzisz się, że w tym tragicznym stanie nie zobaczysz go nigdy więcej. I teraz będzie już tylko lepiej.

Problem w tym, że żaden z obserwatorów, nawet najbliższych, nie zmieni jego podejścia. Tylko on sam może zechcieć zreformować swoje postępowanie. A ku temu, nie widać żadnych przesłanek. Niestety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *